To już 2 lata w Meksyku!!

To będzie tekst rocznicowy- tak, to już 2 lata odkąd przeprowadziłam się do Meksyku! I gdybym miała w kilku słowach podsumować mój pobyt tutaj to brzmiałyby one: upał, większy upał, cholerny upał… 😀

A tak na poważnie: Meksyk to kraj kontrastów w każdej chyba dziedzinie i mimo, że mieszkam tu już jakiś czas to jeszcze nadal do wielu rzeczy się nie przyzwyczaiłam. Przepiękne tradycje, otwarci, uśmiechnięci ludzie, pyszne jedzenie, niesamowite krajobrazy, przywiązanie do rodziny a z drugiej strony codzienne doniesienia o przemocy, zbrodniach, korupcji, widoczna na każdym kroku bieda, dyskryminacja, brudne miasta… Można próbować walczyć z systemem lub nauczyć się skupiać na rzeczach dobrych i pięknych, wybór należy do nas. Ja stawiam na to drugie dlatego mogę powiedzieć, że tak, jestem w Meksyku szczęśliwa!

Ci którzy śledzą mnie na Instagramie czy Youtube wiedzą, że ukochałam sobie tradycyjne wyroby meksykańskie, podróże po okolicznych Pueblos Magicos i odkrywanie tego pięknego kraju poprzez poznawanie jego historii. Dzięki temu widzę i rozumiem więcej i czuję się już bardziej jak w domu.

Wielu z Was pyta mnie czy nie tęsknię za Polską. Wiecie co? To niby proste pytanie ale nie potrafię na nie odpowiedzieć. Jasne, że tęsknię, za rodziną, przyjaciółmi, moimi miejscami, za krajem samym w sobie chyba nie.. W maju po raz pierwszy przyleciałam do Polski, spędziłam tam miesiąc i czułam się hmm..dość dziwnie. Z jednej strony jakby nie było mnie najwyżej parę dni, Pałac Kultury na swoim miejscu, pociągi standardowo opóźnione, języka nie zapomniałam, pierogi nadal nie należą do moich ulubionych potraw… A jednocześnie bywały momenty w których nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Koledzy i koleżanki emigranci – też tak mieliście??

No i na szczęście z pomocą przychodzi nam technologia- dzięki Wam Whatssap, Messanger, Insta Stories, Viber! Tak, mamy tu w Meksyku wifi 😉 I przez te 2 lata pozostając non stop w kontakcie ze wszystkimi bliskimi osobami nie czuję tej odległości, jaka nas dzieli. Dziękuję Wam Kochani, że nadal chce się Wam do mnie pisać, przysyłać zdjęcia, dzwonić i uczestniczyć w moim życiu, mimo, że tak daleko <3 LOVE!

A jak mi się tu w Meksyku pracuje? Bardzo fajnie! Planuję zrobić serię video o mojej orkiestrze, Foro Boca etc ale plizz, dajcie mi trochę czasu, niestety powrót do pracy po wakacjach nie sprzyja montażowi filmów po godzinach… W sumie nie wiem jakbym poradziła tu sobie gdybym była hmm dziennikarzem lub ekonomistką, muzyka jednak jest językiem uniwersalnym więc wylądowałam jak kot, na 4 łapy 😉 Aktualnie przygotowujemy się z moim pianistą do recitalu w Xalapa, 13 listopada zagramy sonaty Beethovena i Szostakowicza <3

Niewątpliwie jestem szczęściarą, nie dość, że praktycznie od razu po przyjeździe tutaj dostałam pracę to jeszcze mam okazję występować jako solistką i grać moje ulubione koncerty. W Polsce nie miałam aż takich możliwości i w sumie zastanawiałam się dlaczego. Meksyk jest wielkim krajem, ma mnóstwo utalentowanych muzyków, jednak tutaj w cenie wciąż są muzycy z zagranicy. Mówi się, że obcokrajowcy mają tu dużo większe możliwości niż Meksykanie ,ponoć my imigranci dostajemy lepsze oferty, wyższe honoraria, lepsze stanowiska. Meksykanie w pewnym sensie dyskryminują sami siebie i ten kult „białej” skóry pozostaje dla mnie niezrozumiały. Ale tak, zdarzyło mi się usłyszeć od jednego z dyrygentów, że woli współpracować z „białymi”. Szok.

Opowiem Wam jeszcze o paru różnicach pomiędzy moim „polskim” stylem życia a tym tutejszym. Numer jeden: chodzenie pieszo, spacery, przebywanie na świeżym powietrzu ogólnie rzecz biorąc musiałam nieco ograniczyć i z tego akurat nie jestem zadowolona, jednak pogoda robi swoje. W Veracruz przez większość roku temperatury odczuwalne sięgają 40 stopni przy wysokiej wilgotności powietrza, uwierzcie mi na słowo ale po półgodzinnym spacerze ma się dość. Na dodatek jest tu stanowczo za mało parków, zacienionych miejsc i jedyna opcja to uciec gdzieś do klimatyzowanych pomieszczeń.

Z tego samego powodu wybranie się do lokalnych sklepików czy na targ bez auta odpada. Albo akcja typu: mam blisko do pracy więc przejdę się piechotą. W wielu miejscach nie ma też chodników, o ścieżkach rowerowych to już w ogóle nie wspomnę. Poza tym jak tu iść na rower, kiedy bardzo często mocno wieje od morza…

Tak więc pozostaje fitness w domu lub nałożenie na siebie tony kremów z filtrem, czapeczki z daszkiem i szybki spacer do najbliższej kawiarni po cafe frappe 😉 Meksykanom idea długich spacerów jest raczej obca, jeśli wychodzą z domu to: do pracy, do restauracji, do centrum handlowego. Ja natomiast do tego akurat nie jestem w stanie się przyzwyczaić.

I na koniec, tytułem podsumowania: bierzcie przykład z tych, którzy wybrali się do mnie w odwiedziny i przyjeżdżajcie bo warto! 😉 Meksyk to niesamowite miejsce i niezależnie od tego, czy chcielibyście tu mieszkać czy nie warto przeżyć taką przygodę, spróbować meksykańskiej kuchni, zobaczyć te niesamowite kolory, wschód słońca na plaży, wybrać się na zakupy na targ rękodzieła, skosztować najbardziej pikantnych sals, zaszaleć podczas tygodnia karnawału, wejść na wulkan, odwiedzić czarowników w Catemaco, piramidy Majów, Pueblos Magicos…możliwości są nieograniczone, tak jak nasza wyobraźnia 🙂

Wyślij w świat i udostępnij:

Your email is never published or shared. Required fields are marked *

*

*

There was an error submitting your comment. Please try again.