Historia pewnego wschodu słońca…

Na początku września wybraliśmy się z moim kwartetem na kilkudniowy obóz kondycyjny przed zaplanowanymi koncertami. Spędziliśmy 4 dni na Mazurach wśród łąk i lasów, do najbliższej miejscowości trzeba iść (lub jechać) kilka kilometrów leśnymi dróżkami, samochód terenowy praktycznie niezbędny!
Niestety nie miałam zbyt wiele czasu by cieszyć się pięknem przyrody, oprócz prób kwartetu miałam też kilka zaległych sesji na komputerze ale pewnego poranka postanowiłam wybrać się na samotny spacer. Tylko ja i mój Canon. Obudziłam się tuż przed świtem, wstawały właśnie poranne mgły…Nie było czasu na dokładne przemyślenie garderoby bo światło zmieniało się z minuty na minutę. Przed godzinę obserwowałam najpiękniejszy wschód słońca jaki w życiu widziałam! Co prawda po tym spacerze miałam kompletnie przemoczoną piżamę, buciki suszyły się przez kolejną dobę ale co tam, było warto! Sami zresztą zobaczcie 🙂

IMG_8517

IMG_8552

IMG_8576

IMG_8559

IMG_8547

IMG_8566

IMG_8597

Wyślij w świat i udostępnij:
Sylwia Szuder29.09.2009 - 15:08

O ja Cię kręcę!
Co za światło! i ta mgiełka…! i krople rosy…!
Czasem warto tak wcześnie wstać 🙂